Jakie dokumenty można odnaleźć o przodkach kolejarzach

Jakie dokumenty można odnaleźć o przodkach kolejarzach

Opublikowałam już dwa wpisy o przodkach kolejarzach (tu i tutaj). Dotyczą one trzech moich antenatów, którzy związali się zawodowo z koleją: prapradziadek Mikołaj Golec, pradziadek Józef Żmuda oraz dziadek Stanisław Wenz. Starałam się zebrać jak najwięcej dokumentów, które dotyczyłyby ich kariery zawodowej. Kwerendę prowadziłam w różnych archiwach i instytucjach. Na dzień dzisiejszy wyczerpałam pomysły, gdzie mogłabym jeszcze pytać o dokumenty kolejarzy. Czas więc na podsumowanie moich poszukiwań.

Archiwum PKP w Sosnowcu


Po różnych zmianach, transformacjach różnych spółek wchodzących w skład PKP utworzono Archiwum Zakładowe Centrali PKP S.A. w Sosnowcu. Można tam znaleźć dokumenty o kolejarzach czynnych zawodowo po ok. 1945 roku. W moim przypadku dokumenty dotyczyły pradziadka dróżnika pracującego do 1960 roku oraz dziadka maszynisty, który przeszedł na emeryturę w 1989 roku. W teczce pradziadka jedynym dokumentem była karta ewidencyjna DOKP Kraków. Taka karta zawiera podstawowe informacje personalne oraz dokumentuje całą pracę zawodową: imiona rodziców i nazwisko panieńskie matki, data i miejsce urodzenia, stan cywilny, imię i nazwisko żony, data ślubu, data urodzenia żony, imiona dzieci i daty urodzenia/śmierci, obywatelstwo, służba wojskowa, krewni i powinowaci pełniący służbę w PKP, egzaminy służbowe, wyniki badań lekarskich, przebieg służby lub pracy zawodowej do dnia 11 listopada 1918 r., przebieg służby kolejowej, państwowej lub pracy zawodowej od 11 XI 1918 r. do 1 IX 1939 r., w dniu 1 XI 1939 r., rodzaj zajęcia, miejsce pracy i zamieszkania od 1 IX 1939 do dnia objęcia służby na PKP, data rejestracji lub ponownego zgłoszenia się do służby po 22 VII 1944 r., przebieg służby w Państwie Polskim po 22 lipca 1944 r., odznaczenia, kary dyscyplinarne, stopień ogólny oceny kwalifikacyjnej, przynależność do partii politycz. org. zawod i społeczn. (a w czasie okupacji do partyzantki), repr. okup. w stosunku do prac i rodz., stan majątkowy oraz uwagi. Reasumując jeśli karta ewidencyjna została wypełniona porządnie, to możemy odtworzyć  przebieg całego życia rodzinnego i zawodowego naszego antenata! Jeśli chodzi o teczkę dziadka oprócz karty ewidencyjnej zawierała odpisy świadectw szkolnych oraz własnoręcznie sporządzony życiorys. O prapradziadku, który pracował do 1917 roku w archiwum nie znaleziono żadnych dokumentów.
Jeśli chodzi o sprawy techniczne to kontakt z archiwum uważam za bardzo dobry. Kwerendy przeprowadzane są bardzo sprawnie. Do wniosku/prośby o odszukanie dokumentów dołączamy dokumenty (kopie dokumentów) potwierdzających pokrewieństwo. Zlecenie wysyłamy pocztą tradycyjną lub elektroniczną. Warto po kilku dniach zadzwonić i zapytać czy nasze dokumenty dotarły do archiwum. Ogólnie cały proces powinien zająć ok. 1 miesiąc.



Archiwum Narodowe w Krakowie


Kilka lat temu PKP przekazało do ANK prawie pół kilometra dokumentów. Wśród nich były m. in. teczki osobowe kolejarzy od czasów galicyjskich po 1945 r. Aby ułatwić wykonywanie kwerend archiwiści opracowali imienną bazę, w której można sprawdzić czy teczka naszego antenata znajduje się w archiwum. Odnalazłam w bazie teczkę osobową mojego prapradziadka! Dokumenty fizycznie są w Spytkowicach, co skłoniło mnie do zlecenia kwerendy archiwum, a właściwie złożyłam wniosek o wykonanie kopii teczki osobowej mojego prapradziadka. Teczka zawierała 15 stron. Był to dokument bardzo podobny do późniejszych kart ewidencyjnych.  Pierwsza część dotyczy danych osobowych i sytuacji rodzinnej, przebiegu służby wojskowej oraz umiejętności czytania i pisania po polsku i niemiecku. Druga część dotyczy przebiegu pracy zawodowej oraz wynagrodzenia. Ciekawy jest też dokładny opis i wyliczenia dotyczące przyznania mojej praprababci pensji wdowiej oraz pensji sierocej dla najmłodszych dzieci prapradziadka. Niestety teczki te nie zawierają zdjęć pracowników, ale jest podpis. Jest to jedyny własnoręczny podpis prapradziadka jaki udało mi się znaleźć podczas poszukiwań genealogicznych. Całość kwerendy trwała 5 dni, od momentu wysłania zlecenia  do archiwum, do momentu otrzymania przeze mnie dokumentów. Wniosek wysłałam pocztą elektroniczną, kopie dokumentów otrzymałam pocztą tradycyjną. Ogólnie teczki zawierają od kilku stron do nawet kilkuset! Zależy to od stanowiska jakie wykonywał nasz przodek. Mój antenat był "tylko" strażnikiem kolejowym, więc teczka była bardzo skromna. Jednak informacje jakie się w niej znajdowały są bezcenne. W inny sposób nie poznałabym tak dokładnie jego życia. Naprawdę warto zbadać zawartość tych dokumentów.



Archiwum ZUS


Może jest to dziwne, ale w teczkach emerytalnych również odnajdziemy dokumenty wytworzone przez PKP. Dodatkowym bonusem jest to, że dokumenty otrzymamy w oryginale! Wśród dokumentów mojego dziadka była karta ewidencyjna (inna niż dostałam z archiwum w Sosnowcu), świadectwa pracy, notatki służbowe, zaświadczenie o nauce w Warsztatach Kolejowych podczas okupacji niemieckiej oraz inne dokumenty nie związane z PKP np. odpisy aktów urodzeń dzieci, małżeństwa oraz zgonu, kenkarta z czasów II WŚ itd.



Jeśli chodzi o drogę otrzymania dokumentów to nie jest ona skomplikowana, jednak jest dość długa. Po złożeniu wniosku w miejscowym oddziale ZUS teczki moich przodków musiały zostać sprowadzone z składnicy akt w Legnicy. Dokumenty są odsyłane do składnicy akt 10 lat po zamknięciu teczki. Z składnicy akt dokumenty są przesyłane do siedziby ZUS, gdzie musimy się zgłosić, w celu oglądnięcia zawartości teczki. Wybieramy interesujące nas dokumenty, następnie czekamy na przesyłkę z ZUS. Całość procedury trwa ok. 1-2 miesiące.

Inne


Informacje zawarte w kartach ewidencyjnych podsunęły mi pomysły w jakich innych archiwach i instytucjach mogę odszukać dokumenty dotyczące kolejarzy. Przykładowo mój dziadek i brat mojej babci po mieczu najpierw popierali nauki w zawodzie ślusarza. Egzamin czeladniczy mój dziadek złożył w Krakowie. Z Małopolskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Krakowie otrzymałam protokół egzaminu czeladniczego. Znajdowały się w nim oceny z przedmiotów tj. rachunki, korespondencja zawodowa, metaloznastwo itd. Ocena części praktycznej egzaminu jest opisowa, gdyż dziadek na zaliczenie wykonał klucz. Dokumenty dotyczące nauki Szkole Zawodowej i Dokształcającej Szkole Zawodowej znalazłam w AP w Tarnowie. Były to księgi ocen z poszczególnych semestrów nauki. Z Podkarpackiego Kuratorium Oświaty otrzymałam protokół egzaminu mistrzowskiego w zawodzie maszynista parowozu, do którego było dołączone zdjęcie dziadka w mundurze kolejarza. Ostatecznie, aby moja kwerenda była pełna postanowiłam zlecić kwerendę w instytucji nazwanej Stacja Muzeum. Jednostka ta przejęła zbiory po zlikwidowanym Muzeum Kolejnictwa w Warszawie. Liczyłam bardzo w szczególności na tableau - pamiątkowe zdjęcia. Niestety kwerenda dała negatywny wynik. Nie znaleziono żadnych materiałów dotyczących moich przodków.   

Praktycznie każda  z kwerend przyniosła mi nowe dokumenty o moich przodkach. Czasami zawierała zdjęcie, którego nie posiadałam, innym razem podpisy lub nowe dla mnie informacje. Kwerendy nie były przeprowadzane równocześnie. Zebranie wszystkich informacji do dzisiejszego artykułu zajęło mi dwa lata. Tylko w ANK poniosłam koszty zlecając wykonanie kserokopii (2 zł 1 strona), a w innych archiwach i instytucjach udostępniono mi dokumenty bezpłatnie - jedynym wkładem był wysłany list pocztą tradycyjną lub elektroniczną. Podsumowując posiadanie przodka kolejarza to fart od losu, gdyż możemy otrzymać pełną dokumentację dotyczącą jego życia przez co mamy możliwość poznać go dużo lepiej niż tylko przez akty metrykalne.

Odkrywanie tajemnic przodka młynarza

Odkrywanie tajemnic przodka młynarza

Mój 4xpradziadek Stanisław Saratowicz jak to bywa w zawodzie młynarza zmieniał miejsca zamieszkania kilkukrotnie. Początkiem 2017 roku opublikowałam post, w którym przedstawiłam znane mi na tamten czas fakty z życia antenata. Obecnie wiem o 4xpradziadku znacznie więcej, a przede wszystkim udało mi się połączyć jego osobę z Stanisławem Sarad (Sarat) z Jodłowej.

Związki rodziny z parafiami Tuchów i Jodłowa


Stanisław Sarat(owicz) został ochrzczony w Tuchowie 24 kwietnia 1789. Jego rodzicami byli Franciszek Sarat i Rozalia z domu Stańczyk, którzy mieszkali w domu nr 186. Rodzicami chrzestnymi Stanisława zostali tuchowscy mieszczanie Maciej Jankiewicz i Teresa Mazurkiewiczowa. Właściwie wcześniejsze koligacje rodzinne Stańczyków i Saratowiczów trudno jest ustalić z powodu braków w księgach metrykalnych. Można podejrzewać, że Tuchów był rodzinną parafią Stańczyków/Stańczykiewiczów. Pojawiali się regularnie w księgach parafialnych, co można szybko prześledzić sięgając po kolejne tomy Materiałów do dziejów Tuchowa. Jeśli chodzi o nazwisko zbliżone do Saratowicz, to w najstarszych zachowanych księgach tuchowskich pojawiają się 4 osoby o nazwiskach: Sarad, Sarodowicz oraz Szarat. Pierwsze 20 lat swojego życia antenat mógł spędzić w Tuchowie, ale bardziej prawdopodobne jest, że tak nie było. Kluczowym dla postawienia hipotezy byłoby poznanie zawodu jego ojca Franciszka, jednak nie wiem o nim właściwie nic. W każdym razie pewne jest, że 4xpradziadek Stanisław zawarł pierwszy związek małżeński w oddalonej od Tuchowa o 20 km Jodłowej.

Indeks do aktu małżeństwa Stanisława Sarad i Agnieszki Michalskiej. Źródło: genealodzy.pl
17 czerwca 1812 roku w Jodłowej związek małżeński zawarli 23-letni kawaler Stanisław Sarad i 25-letnia panna Agnieszka Michalska. Świadkami byli mieszczanie z Tuchowa i Jodłowej. Właściwie na pierwszy rzut oka niewiele wskazywało, że jest to akt pierwszego ślubu mojego 4xpradziadka. Poszlakami wydawał się wiek pana młodego, który według aktu powinien urodzić się ok. 1789 roku oraz informacja, że świadek zapisany w jego metryce ślubu pochodził z Tuchowa. Dodatkowym sygnałem było dla mnie występowanie nazwiska Sarat/Sarad w księgach metrykalnych Jodłowej regularnie od XVII wieku. Ale wróćmy do osoby Stanisława. Już w 1813 roku w Jodłowej para doczekała się pierwszego potomka - syna o imionach Erazm Józef. Nazwisko zapisano w formie Saratowicz. Małżonkowie zamieszkiwali wtedy dom numer 3. Kolejnych potomków na kartach Jodłowej nie znalazłam. Następnym śladem jest akt urodzenia z 1820 roku z Przeczycy, gdzie na świat przychodzi kolejny syn Ignacy Teodor. Pomiędzy 1820 i 1821 rokiem rodzina przeniosła się na tereny parafii Tarnów-Katedra i od tej chwili jestem wstanie prześledzić kolejne lata życia Stanisława Saratowicza.

Życie Stanisława Saratowicza na terenie parafii Tarnów-Katedra


Z Przeczycy Stanisław i Agnieszka Saratowiczowie wraz z dziećmi przenoszą się do Gumnisk w parafii Tarnów-Katedra. To właśnie w Gumniskach rodzą się następne dzieci tej pary: Tekla (*1821), Jan Stanisław (*1824) oraz Anna Katarzyna (*1827). Kolejnych pociech nie odnalazłam, ale zarówno Stanisław jak i Agnieszka byli chrzestnymi w Strusinie dla potomków młynarza Jakuba Michalskiego (oo Anna Jastrzębska) i młynarza Jana Michalskiego (oo Antonina Kurkowska). Zresztą w 1835 roku w księgach akt Magistratu Tarnów zanotowano akt kupna-sprzedaży, z którego wynika że małżonkowie Saratowiczowie zamieszkiwali w Strusinie. Dokładnie 25 lipca 1835 roku Stanisław i Agnieszka Szaratowiczowie nabyli nieruchomość nr 37 we wsi Grabówka, do której prawa wieczystego użytkowania odkupili za 61 złotych reńskich od starozakonnych Leyzora i Sory Gimplów. Jednocześnie do tego samego numeru 37 należały place i grunty we własności Dumarów będące. Od nich Saratowiczowie na 20 lat dzierżawią place i grunty, za które wnoszą co roku czynsz 4 złote reńskie 12 krajcarów. 
Agnieszka niedługo cieszy się nowym gospodarstwem. Umiera w Grabówce w 1836 roku. Kolejny związek małżeński 4xpradziadek zawiera w Grabówce 27 listopada 1837 roku. Poślubia wdowę po piekarzu z Zabłocia moją 4xprababkę Mariannę 1 voto Pilas z domu Welsing. Stanisław w sierpniu 1837 roku podejmuje pożyczkę z depozytu swojego małoletniego syna Jana na kwotę 87 złotych reńskich. Zabezpiecza spłatę pożyczki posiadanymi dobrami: realność w Grabówce pod nr 37 oraz prawami do młyna w Rzędzinie. W 1838 roku w Grabówce rodzi się pierwsze dziecko moich 4xpradziadków - córka Emilia Józefa (*1838 +1842). Stanisław wraz z rodziną przenosi się w tym czasie do Rzędzina. Kolejnym dzieckiem w rodzinie jest mój 3xpradziadek Antoni Walenty (*1841 +1905) urodzony w Rzędzinie w 1841 roku. Ostatnim dzieckiem 4xpradziadków jest Aniela Józefa (*1843 +1858). W 1844 roku na suchoty zmarła 4xprababka Marianna. Trzy miesiące później Stanisław zawiera 3 związek małżeński - tym razem z 23-letnią panną pochodzącą z Bobowej Marianną z domu Ponikło. Para mieszka w Rzędzinie gdzie rodzą się ich córki: Bronisława (*1845) oraz Zofia (*+1847). W 1848 roku tyfus zbiera srogie żniwo. Jedną z ofiar epidemii jest Stanisław Saratowicz, który umiera 23 maja 1848 roku w wieku 59 lat (w akcie zgonu zapisano 64 lata). 
Pomimo początkowych zawirowań udało mi się ustalić, że związki małżeńskie zawarło 3 synów 4xpradziadka Stanisława: Józef Saratowicz (*1813 +1860) młynarz z Anielą z domu Ukańską,  Jan Stanisław Saratowicz (*1824) stolarz z Marianną z domu Wytrwał oraz najmłodszy syn, a mój przodek Antoni Walenty Saratowicz (*1841 +1905) z Marianną z domu Bobka (Babka).

Potomkowie Antoniego Saratowicza


Mój 3xpradziadek Antoni był jedynym wspólnym synem moich antenatów. Dwie jego siostry zmarły w dzieciństwie, a reszta rodzeństwa to potomkowie jego rodziców z innymi partnerami. W każdym razie Antoni zawarł związek małżeński po zakończeniu służby wojskowej w 1867 roku z Marianną (Marią) z domu Bobka (Babka). 3xpradziadkowie aż 11 razy zostawali rodzicami:

1. Stanisław (*+1868)
2. Wiktoria (*1869) oo Jan Januś
3. Katarzyna Marianna (*1872 +1953) oo Antoni Głuszak
4. Jan Ignacy (*1875 +1959) oo Stanisława z domu Połomska
5. Stanisław (*1877 +1944) alias Stanley Saran oo Helena z domu Moskal
Potomkowie urodzeni w Polsce i USA: ksiądz Anthony (*1907 +1992), Stefania (Stella) (*1909 +1924), Helen (*1912) oo Alfred Urbanek, Frank (*1916 +2014) oo Beatrice Ranieri, Joseph (*1919 +1945) oo Wanda Swinger, Mary (*1921 +2014) 1 v. Kozeniewski 2 v. Rutt 3 v. Mandick, Anne (*1924 +2004) oo Stanley Kempa, John (*1926 +2011) oo Rosemary Paprocki, syn (*+1933).
6. Jan (*1879 +1949) alias John Saratowicz oo Maria z domu Bednarz
Potomkowie urodzeni w USA: Frances (*1909 +1969), Anthony (*1911 +1974) oo Genevieve Malec, Lillian (*1912) oo Vernon Bartels i Mary (*1914 +1989).
7. Marianna (*+1880)
8. Józef (*1882 +1933) alias Joseph Saratowicz oo Maria z domu Wojewoda
Potomkowie w USA: Helena (*1915 +1916)
9. Marianna (*1884 +1925) oo Marcin Szczurek
10. Anna (*1887) oo Leon Kędzior
11. Franciszek Antonii (*1889 +1961) alias Frank Sollet oo 1. Edith Nelson z domu Drummond 2. Ruth Metzinger
Potomkowie urodzeni w USA: brak

Wszyscy synowie Antoniego i Marianny Saratowiczów opuścili Tarnów. Czterech emigrowało do USA i tam założyło rodziny. Z tego powodu nie ma w Tarnowie żadnego męskiego potomka moich antenatów. Córki: Wiktoria, Katarzyna, Maria i Anna zawarły związki małżeńskie w Tarnowie i tam osiadły wraz z rodzinami.


Zapewne rodziny o nazwiskach: Saratowicz, Szaratowicz, Saradowicz, Sarat, Sarad, Szarat wywodzących się z terenów dawnej Galicji przy odrobinie wysiłku będą mogły ustalić wspólnego przodka. Nie wiem gdzie 4xpradziadek był pomiędzy rokiem 1814-1819, czyli w pierwszych latach małżeństwa z Agnieszką Michalską. Zapewne para doczekała się wtedy kilku potomków, których nie zlokalizowałam. Okres ten jest białą plamą w życiorysie Stanisława Saratowicza, ale może kiedyś uda mi się natrafić na ślad jego początków w zawodzie młynarza. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się odnaleźć choć jeden akt dotyczący jego rodziców, a moich 5xpradziadków: Franciszka Sarat(owicz) i Rozalii z domu Stańczyk. Trzymajcie kciuki :)


Źródła:
księgi metrykalne parafii Jodłowa
księgi metrykalne parafii Tarnów-Katedra
księgi metrykalne parafii Tuchów
AP oddział w Tarnowie
https://geneteka.genealodzy.pl/
http://www.tuchow.pl/biblioteka-cyfrowa/ksiazki/
familysearch.org
geni.com

Trzecie podsumowanie końcoworoczne

Nadszedł czas na trzecie podsumowanie końcoworoczne mojej genealogicznej podróży. Miniony rok upłynął na podziale czasu, który mogę poświecić na poszukiwania pomiędzy archiwa: AP oddział w Tarnowie, ANK w Krakowie oraz AD Tarnów. Napisałam także kilka listów w poszukiwaniu nowych dokumentów wytworzonych przez moich przodków i krewnych w 1 połowie XX wieku. Dotyczą one kolejarzy, nauczycieli oraz rzemieślników. Odkryłam także nowych antenatów i wprowadziłam kilka gałęzi w XVII wiek.

Genealogiczne założenia minionego roku


Końcem 2017 roku postawiłam sobie kilka celów na kolejne 12 miesięcy. Rok 2018 rozpoczęłam bardzo genealogicznie, bo już w styczniu odwiedziłam WBH, gdzie odnalazłam informacje o moim pradziadku Józefie Żmuda. Kolejno udało mi się odwiedzić ANK oddział Wawel, jak do tej pory dwa razy. Opisałam moją pierwszą wizytę w tym archiwum w jednym z archiwalnych wpisów. Widoczną zmianą jest nowy adres i wygląd bloga. Uporządkowałam zakładki w menu oraz wprowadziłam podzakładki. Krótko opisałam parafie moich przodków oraz dodałam nową zakładkę książki oraz monografie dotyczącą publikacji z terenów Małopolski i Podkarpacia. Będzie ona na bieżąco uzupełniana o nowe pozycje. W zakładce nazwiska dopisałam w tym roku kilka nowych m. in. Fiałek, Jarosz, Janora, Kruczek, Małek, Miękina, Motyka, Nakończy, Saron (Szaron), Sekura, Skorupa. Udało mi się także częściowo uporządkować zgromadzone dokumenty o różnych gałęziach mojej rodziny. Mój bałagan jest dużo mniejszy. Prawie wywiązałam się także z ilości artykułów, które chciałam opublikować - jest to mój 99 wpis, czyli zabrakło mi 1 artykułu do zapowiadanych 100 :) Nie udało mi się osiągnąć jednego z zamierzonych celów. Zgłębienie korzeni rodziny Welsing pozostawiam na nadchodzący rok. Chociaż nie jest tak, że nic nie udało mi się w tym zakresie osiągnąć. Na podstawie informacji z aktu zgonu ustaliłam, że Teresa Welsing była macochą, a nie matką mojej 4xprababki Marianny 1 v. Pilas 2 v. Saratowicz z domu Welsing. Odkryłam również prawdopodobne miejsce śmierci 5xpradziadka Adama Welsing. Mam nadzieję, że jego akt zgonu uda mi się odnaleźć już początkiem nowego roku, a może nawet inne akty dotyczące tej rodziny. Bardzo się cieszę, że tyle nowych odkryć przypadło na 2018 rok.

Inne osiągnięcia genealogiczne 2018 roku


W 2018 roku wysłałam kilkanaście (a może i więcej) listów pocztą tradycyjną i elektroniczną oraz odbyłam jakieś dwa razy więcej rozmów telefonicznych. W wielu przypadkach dzięki tym krokom pozyskałam nowe informacje genealogiczne. Zakończyłam kwerendę dotyczącą przodków kolejarzy. Na więcej informacji w ich przypadku nie mam raczej już żadnych szans. Dwuletnie starania o dane dotyczące kolejarzy na pewno podsumuję w jednym z postów, który opublikuję w 2019 roku. Również odnośnie dokumentów dotyczących przodka szewca udało mi się zgromadzić wszystkie dostępne w archiwach informacje. Złożyłam także podanie o kopie metryczek dowodowych 13 moich wstępnych. W AP w Warszawie oddział w Milanówku odnaleziono metryczki 5 z nich. Rozpoczęłam kwerendę w ANK oddział Wawel. Różnorodność zgromadzonych tam danych jest wręcz przytłaczająca. Po wstępnym przeglądnięciu postanowiłam, że w 2019 roku skupię się na inwentarzach Hrabstwa Tarnowskiego. Do tej pory przeglądnęłam kilka inwentarzy - najstarszy z nich pochodził z 1710 roku, a najmłodszy z 1798. Ogólnie moje badania koncentruję na XVIII wieku, a gdy jest to możliwe to także na 2 połowie XVII wieku. W XVII wiek na razie udało mi się wprowadzić kilku antenatów z parafii Tarnów-Katedra oraz Lisia Góra. Jest nadzieja, że do początków XVIII wieku dotrę w badaniach niektórych linii przodków pochodzących z parafii Łęki Górne oraz Luszowice. Do ok. lat 30 XVIII powinnam doprowadzić najstarszych przodków z parafii Skrzyszów. Niestety w przypadkach parafii Straszęcin, Łęg Tarnowski, Stara Jastrząbka oraz Odporyszów będę mogła określić daty narodzin moich antenatów na połowę XVIII wieku. Czyli w najgorszym przypadku prześledzę 250 lat wstecz dla wybranych gałęzi mojej rodziny. Wynik uważam za jak najbardziej satysfakcjonujący. Łącznie przez ostatnie 12 miesięcy udało mi się dodać do mojego drzewa 70-ciu antenatów, co z pominięciem moich rodziców daje wynik 374 udokumentowanych wstępny w moim wywodzie przodków. Na mój wywód składa się m. in. 93 6xpradziadków, 44 7xpradziadków, 24 8xpradziadków oraz 6 9xpradziadków, ale liczę tylko 4 ponieważ jedna z par jest równocześnie moimi 8 i 9xpradziadkami. Ogółem 37 moich antenatów pojawia się w moim wywodzie więcej niż raz. Wraz z nimi powinnam napisać, że odkryłam 411 przodków, ale są to ubytki w moim drzewie. Udokumentowałam ubytki przodków pochodzących z rodzin m. in. o nazwiskach: Dupczak, Galus, Januś, Kajpust, Kliszcz, Kozioł, Malec, Nosal, Starostka, Rysiek, Walaszek, Zaraza. To był bardzo owocny w nowe odkrycia rok!

Nowy Rok, nowe wyzwania...


Pozostało wiele do zrobienia w nadchodzącym roku. Końcem tego roku skompletowałam wnioski do IPN. Mam nadzieję, że zostaną one rozpatrzone pozytywnie i w 2019 roku będę mogła zapoznać się z dokumentami, które dotyczą moich antenatów i ich krewnych. Chciałabym także sfotografować wszystkie dostępne inwentarze Hrabstwa Tarnowskiego dotyczące miejscowości, które zamieszkiwali moi przodkowie w XVIII wieku. Jeśli chodzi o badania metrykalne, to w pierwszej kolejności dokończę przeglądanie pozostałych metryk z parafii Skrzyszów oraz XVII-wiecznych metryk parafii Tarnów-Katedra. Zamierzam także zapoznać się z alegatami z parafii Straszęcin oraz dokumentami dekanatu tarnowskiego z 1756 roku w poszukiwaniu informacji dotyczących procesu o czary, w którym brali udział moi przodkowie. Podsumowując czeka mnie ogrom pracy w pisanych po łacinie dokumentach. Mam nadzieję, że wystarczy mi wytrwałości, aby w 2019 roku zrealizować moje cele. Trzymajcie kciuki ;)



Wszystkim Pasjonatom historii rodzinnych życzę pomyślności, dużo zdrowia i radości oraz wspaniałych odkryć na polu genealogii w Nowym Roku 2019. Genealogom prowadzącym blogi i dzienniki życzę wspaniałych tematów do nowych artykułów i lekkiego pióra (klawiatury).

Walaszkowie z Rzędzina

Walaszkowie z Rzędzina

Przy okazji pisania wpisu rodzinach Galus i Szepielak uporządkowałam zebrane informacje dotyczące rodziny Walaszek. Jak na razie nazwisko pojawia się w dwóch gałęziach moich przodków po kądzieli. Dłuższa gałąź to przodkowie mojej 3xprababci Marii z domu Walaszek, a krótsza linia to antenaci mojej 5xprababci Reginy z domu Walaszek. 

Maria Januś z domu Walaszek


Maria z domu Walaszek (*1830 +po 1900) w 1853 roku poślubiła w Rzędzinie Jakuba Janusia (*1832 +1882). 3xpradziadkowie mieszkali najpierw w domu rodzinnym Marii w Rzędzinie nr 56, następnie przenieśli się do domu nr 72. Jakub i Maria Janusiowie mieli dziewięcioro dzieci: Agnieszkę (oo Stanisław Maślanka), Wojciecha (oo Anna z domu Zgłobiś, pochowani na Starym Cmentarzu w Tarnowie), Tomasza, Franciszka (*1859 +1876), mojego prapradziadka Jana (oo Wiktoria z domu Saratowicz), Annę (oo Stanisław Kozioł), Jakuba (oo Anna z domu Mazur), Mariannę (oo Józef Bodzioch) oraz Marcina. Jakub zmarł w 1882 roku na zapalenie płuc, owdowiała Maria nie wyszła ponownie za mąż.

Dzieci 3xpradziadków Jakuba Januś i Marii z domu Walaszek


3xprababcia Maria była córką Bartłomieja Walaszek (*1803 +1867) i Katarzyny z domu Mierzwa (*1806 +1863). 4xpradziadkowie zawarli związek małżeński w Rzędzinie w 1828 roku. Para miała sporą gromadkę dzieci: moja 3xprababcia Maria, Franciszek Serafin (*1832), Jan (*1834 +1846), Tekla (*1836), Zofia (*+1838), Agnieszka (*1839 +1840), Helena (*1841), Wojciech (*+1843), Anna (*1844 +1846), Anna (*1847 +1849) i Katarzyna (*+1849).

Dzieci 4xpradziadków Bartłomieja Walaszek i Katarzyny z domu Mierzwa


4xpradziadek Bartłomiej Walaszek był synem Józefa Walaszek (*1772 +1836) i Zofii z domu Starostka (*1784 +1836). 5xpradziadkowie pobrali się w Rzędzinie w 1799 roku, a po ślubie zamieszkali w domu nr 56. Para była kolejno rodzicami: Marianny (*1801 +1806), mojego 4xpradziadka Bartłomieja, Marianny (*1805 +1806), Jana Stefana (*+1807), Marianny (*1809), Marcina (*1813), Katarzyny (*1815, oo Franciszek Bobka), oraz Anny (*1818).

Dzieci 5xpradziadków Józefa Walaszek i Zofii z domu Starostka


5xpradziadek był synem Jakuba Walaszek i Reginy Koblowej. Para zawarła związek małżeński w Rzędzinie w 1765 roku, Jakub był kawalerem, a Regina wdową. Odnalazłam tylko sześcioro potomków tej pary: Jana (*1767), Katarzynę (*1768), bliźnięta Józefa (mój 4xpradziadek) i Zofię (*1772), Annę (*1774) oraz Reginę (*1776). Na razie są to dość skąpe informacje o 6xpradziadkach. Ich daty zgonu szacuję na lata 1776-1784, gdyż późniejsze lata mam sprawdzone i nie znalazłam ich aktów zgonów.
Jeśli chodzi o akt chrztu 6xpradziadka Jakuba Walaszek to są dwie opcje przy założeniu, że urodził się na terenie parafii Tarnów-Katedra - obie dotyczą wsi Rzędzin. W 1740 roku urodził się Jakub syn Wojciecha (Alberta) Walaszek i Ewy oraz w 1747 roku urodził się Jakub syn Jana Walaszek i Katarzyny. Obie opcje są równie prawdopodobne, najłatwiejszą formą wykluczenia jednego z Jakubów będzie odnalezienie aktu zgonu jednego z nich w wieku dziecięcym. Na razie nie przeglądałam aktów zgonów przed 1785 rokiem. Czas pokaże czy uda się rozwiązać bezproblemowo tą zagadkę.

Regina Szepielak z domu Walaszek


Regina Szepielak z domu Walaszek jest moją 5xprababką. Pisałam o niej już wcześniej w związku z postem dotyczącym rodziny Szepielak. W latach 70 XVIII wieku w Rzędzinie urodziły się dwie Reginy Walaszek. Kierując się aktem małżeństwa, zboczymy niestety na manowce, ponieważ Regina urodzona w 1774 roku zmarła w 1786 roku. Druga dziewczynka urodziła się w 1776 roku i była córką Jakuba Walaszek i Reginy Kobel. Pisałam o tej parze powyżej, gdyż była także rodzicami mojego 5xpradziadka Józefa Walaszek. Jest to kolejny ubytek przodków w moim drzewie. Jeśli chodzi o parafię Tarnów-Katedra opisywałam już ubytki przodków w liniach dotyczących rodzin: GalusStarostka oraz RysiekTym razem jest to ubytek w równej linii, czyli Jakub Walaszek i Regina są dwukrotnie moimi 6xpradziadkami.


Potomkowie 6xpradziadków Jakuba Walaszek i Reginy


Józef Walaszek jest przodkiem po mieczu mojej prababci Marii z domu Januś, a Regina z domu Walaszek jest antenatką po kądzieli mojego pradziadka Wojciecha Golec. Oboje są moimi pradziadami ze strony mojej babci po kądzieli Emilii Wenz z domu Golec. Jest to kolejny ubytek przodków, który potwierdziłam metrykalnie. Przyczyny tak "zmasowanego" ubytku w jednej tylko gałęzi można odnaleźć przeglądając kolejne inwentarze wsi Rzędzin. W 1745 roku w inwentarzu wsi zapisano 6 kmieci, 5 zagrodników i 2 komorników. Rozpoczęto akcję osadniczą, której następstwem był przyrost liczby ludności. W 1753 roku zanotowano 44 kmieci, 13 zagrodników i 9 komorników. 6xpradziadek Jakub Walaszek urodził się w latach 40 XVIII wieku, a jego ojcem prawdopodobnie był jeden z dwóch rzędzińskich gospodarzy. Patrząc na inwentarz z 1745 roku nazwisk w wiosce było tylko kilka, sięgając więc do początków XVIII wieku liczba nazwisk w moim drzewie zamiast rosnąć pozostaje bez zmian. Z jednej strony znacząco przyspiesza to, a wręcz ułatwia moje poszukiwania. Z drugiej trafiam na linie, które przybyły w połowie XVIII wieku i nie mogę ruszyć z poszukiwaniami dalej, gdyż ślad się urywa. Jeśli chodzi o rodzinę Walaszek była ona już w parafii początkiem XVIII wieku. Pozostał materiał, w którym mogę prowadzić dalsze badania. Kolejne odkrycia w tej linii czekają na dalsze opracowanie. Na pewno na blogu pojawi się w przyszłości kolejny wpis dotyczący tej gałęzi mojej rodziny, a na dzień dzisiejszy nazwisko Walaszek zamyka się na moim 6xpradziadku Jakubie.

Błędy, które popełniłam w badaniach genealogicznych

Mój staż genealogiczny nie jest specjalnie imponujący, wynosi zaledwie 4 lata. Były to jednak lata intensywnych poszukiwań w księgach metrykalnych i innych dokumentach zarchiwizowanych w różnych instytucjach i archiwach państwowych. Podczas poszukiwań, wiele dokumentów nie znajdowałam od razu z powodu błędów własnych. Dopiero w kolejnych próbach po uświadomieniu sobie swoich pomyłek uzyskiwałam potrzebne dane. Przedstawiam kilka swoich błędów, aby uczulić początkujących genealogów na czyhające na ich drodze pułapki.

Nieprawidłowy odczyt danych


Odczytywanie pisma ręcznego to moja największa zmora. Po części wynika to pewnie z tego, że moje pokolenie nie pisze już listów odręcznie i większość czytanych na co dzień tekstów jest przedrukiem. W każdym razie często nie jestem w stanie odczytać ad hoc przeglądanych metryk. Z pomocą przychodzi wykonanie fotografii, którą można zabrać do domu, a nawet poradzić się innych w sprawie odczytu danych. Dobrym przykładem jest sytuacja, która spotkała mnie niedawno. Chciałam złożyć do IPN wniosek o dostęp do teczki siostry mojego pradziadka musiałam jednak zdobyć jej akt zgonu. W jej akcie urodzenia poczyniono niewyraźną notatkę, że zawarła związek małżeński poza miejscem urodzenia i zamieszkania w 1950 roku ze Stanisławem Klichem (takie dane odczytałam). Z rodzinnego wywiadu wiedziałam, że z tego związku nie było potomków. Podobno po ślubie zamieszkała tam z mężem oraz oboje zmarli na tym terenie. Zadzwoniłam więc do właściwego urzędu i przedstawiłam moją sprawę. Nie znaleziono jednak aktu, poprosiłam więc o informacje na piśmie, że szukano, ale nie odnaleziono potrzebnego mi aktu. Urzędnik postanowił się wstrzymać z decyzją i po zostawieniu danych kontaktowych miałam czekać na telefon. Akt znalazł się. Chodziło tu jednak nie o nazwisko Klich tylko Pilch. Zawinił tu wyraźnie odczyt danych, a gdyby nie skrupulatność osoby, która przeszukała 45 lat zgonów, aby znaleźć potrzebny mi akt po nazwisku panieńskim, nie otrzymałabym potrzebnej metryki.

Trzymanie się kurczowo znanego nam zapisu nazwiska naszych antenatów


Na początku nie wyobrażałam sobie sytuacji, że nazwisko moich dziadków, pradziadków itd. może być zapisane inaczej niż w wersji, którą poznałam. Byłam więc ślepa na inne podobnie brzmiące zapisy. Na szczęście bardzo szybko wyleczyłam się z tego nawyku i teraz biorę pod uwagę wszystkie warianty jakie jestem sobie w stanie wyobrazić. Zmianę nastawienia przetarłam na nazwisku Wenz. Uważałam, że osoby noszące nazwisko Wentz, Wenc i Węc, to na pewno inna rodzina. Dobrym przykładem jest mój prapradziadek, który urodził się w 1864 roku jako Stefan Wenc, zawarł ślub jako Stefan Węc, w aktach narodzin dzieci zapisywany jest w formie Wenz lub Wenc. Jeszcze lepszym przykładem jest moja 4xprababka Marianna z domu Welsing. Jej nazwisko widziałam już w formach: Welssing, Welzing, Welcygn, Welszyng, Welcink, Welczyk, Welsim, Welsina, Welsyn, Welsin. Nazwiska naszych przodków to: nazwiska patronimiczne, tworzone od zawodów (profesji), nazw osobowych itd. Jeszcze innym zagadnieniem są formy zapisu nazwisk dla panien (-szczonka, -ówna, -anka) i kobiet zamężnych (-owa, -ina). Należy także brać pod uwagę zmiany w ortografii/zapisie języka oraz znajomość zasad pisowni i dobre ucho spisującego akt. Dodatkowo może dojść niewyraźne pismo, przez co popełnimy błąd w odczycie. Temat rzeka. Trzeba być przygotowanym na niespodzianki.

Zbieranie aktów metrykalnych dotyczących naszych przodków z pominięciem ich rodzeństwa i przybranych rodziców


W księgach urodzenia z a zaboru austriackiego szybko zaczyna się iść po najmniejszej linii oporu. W zapisie urodzonego mamy dane o jego rodzicach i dziadkach. Poznając więc pradziadka, mamy informacje o imieniu i nazwisku prapradziadków oraz praprapradziadków. Sprawa odnalezienia aktu dotyczącego prapradziadka wydaje się więc prosta, w końcu znamy dane jego rodziców. Korzystałam z tego ułatwienia dopóki w dwóch przypadkach nie natrafiłam na mur. Nie mogłam znaleźć aktu urodzenia moich antenatek Franciszki Łabno oraz Marianny Rusin. Jeślibym zbierała przy okazji przeglądania ksiąg akty ich rodzeństwa od razu wiedziałabym, że zapisywano błędne nazwiska. A dokładniej wpisano je w tym wypadku pod nazwiskami ojczymów, bo np. Franciszka z domu Babka była pasierbicą Walentego Łabno. Widocznie zapomniano już o jej ojcu, który osierocił ją gdy miała 2 lata. Zdarzyło mi się także zapisanie osoby pod nazwiskiem babki. Ogólnie błędne zapisy zawsze udawało się jakoś logicznie wyjaśnić po zebraniu większej ilości danych. Ale po co narażać się na takie problemy. Lepiej od razu zbierać wszystkie akty, nie ograniczając się tylko do naszych ascendentów. Innym powodem szybkiego oduczenia się tej praktyki jest konieczność porzucenia tego nawyku w metrykach XVIII-wiecznych i starszych. Informacje w starszych księgach są bardzo skromne, bez zgromadzenia wszystkich możliwych danych dotyczących rodziny, odnalezienie kolejnych przodków jest po prostu nie możliwe.

Odłożenie szukania aktów zgonu na dalszy plan


Przez pierwsze dwa lata badania historii rodziny nie zaglądałam do ksiąg zgonów. Znałam daty zgonów dziadków, pradziadków i niektórych prapradziadków jednak nie miałam tych informacji o dalszych wstępnych. Przyjęłam zasadę, że poszukuję tylko aktu urodzenia i małżeństwa, a akt zgonu poszukam później jak już moje badania będą daleko posunięte. Przyszedł jednak czas na metryki datowane przed 1785 rokiem i musiałam porzucić to założenie. Raz nawet przez nie sprawdzenie aktu zgonu błędnie przyłączyłam do mojego drzewa 6xprababkę, gdyż dziewczynka kryjąca się za tym aktem w rzeczywistości zmarła niedługo po narodzinach. Na swoją obronę mogę przytoczyć argument, że wskazywała na nią liczba lat w akcie małżeństwa. Teraz widząc kilka możliwości nie przyporządkowuję przodków - zostawiam linię na ostatnim pewnym dla mnie antenacie. Oczywiście zbieram dostępne dane dla wszystkich dróg, czasami dwóch lub trzech "kandydatów" na kolejnego przodka. Czasami okazuje się, że dane linie są ze sobą spokrewnione i łączą się. Będzie można tą informację zanotować przy danej gałęzi drzewa. Osobiście jednak na dzień dzisiejszy nie wpisuję "niepewnych" przodków, gdyż uważam, że tworzenie takiego wywodu nie ma sensu. Na szczęście mam ledwie kilka takich dylematów, reszta odnalezionych 7,8 i 9xpradziadków, jak na razie jest możliwa do zidentyfikowania pod względem nietypowego imienia lub rzadszego nazwiska, przez co nie powtarza się w danej rodzinie imię dziecka.

Pomijanie innych dokumentów źródłowych na rzecz korzystania tylko z ksiąg metrykalnych


Równoczesne szukanie w księgach metrykalnych i źródłach pozametrykalnych może znacząco przyspieszyć budowanie drzewa genealogicznego. Podam kilka przykładów. Znamy dane pradziadków i wiemy, gdzie mieszkali, ale nic nie wiemy o rodzeństwie dziadków. Warto wtedy zajrzeć do ksiąg meldunkowych / ksiąg ludności stałej / rejestru mieszkańców. Znajdziemy tam wszystkich mieszkańców danego domu z datami i miejscem ich urodzin. Zdarzy się nawet, że z owymi pradziadkami oprócz ich dzieci mieszkali ich rodzice (lub rodzice jednej ze stron), rodzeństwo lub wujostwo. W sprzyjających warunkach możemy uzyskać więc sporo danych na jednej karcie księgi. Podobnie wygląda sprawa z protokołami dochodzeń hipotecznych. Sprawdzając hipotekę z końca XIX wieku często możemy się od razu dowiedzieć kto był właścicielem tej nieruchomości lub ziemi nawet 100 lat wcześniej. Dodatkowo może być w tym dokumencie zapisana data zgonu poprzednich właścicieli. Później odnajdujemy daty w księgach metrykalnych oszczędzając sobie wertowania tomów karta po karcie.
Niektóre źródła pozametrykalne nie przyspieszą naszych poszukiwań, z powodu braku w nich dokładnych informacji lub swojej obszerności - szybciej może być sprawdzić księgi metrykalne. Jednak dodatkowe źródła niosą wartościowe informacje o codziennym życiu naszych przodków: kiedy zdał egzamin czeladniczy lub mistrzowski i w jakim zawodzie, gdzie i jak długo pracował, do jakiego bractwa/koła należał i jaką funkcję w nim reprezentował, jakie były jego poglądy i talenty, za co był skazany lub w jakiej sprawie był świadkiem, jak wielki majątek (własność) posiadał itd. Po prostu dowiadujemy się kim byli nasi przodkowie, czego nie odgadniemy przeglądając tylko księgi metrykalne.

Ślepa wiara w dokładność zapisu w aktach metrykalnych


Znajdując potrzebne akty urodzenia/chrztu, ślubu i zgonu pieczołowicie analizujemy zawarte w nich informacje. Nie ma się co dziwić, zebrane akty są dla nas przepustką do odkrywania korzeni naszych przodków. Wierzymy, że spisany akt jest dokładny. Nie zawsze tak jest. Przykładowo mój dziadek jako datę urodzenia ma wpisany 1 stycznia, a urodził się 18 grudnia. Po prostu jego ojciec nie spieszył się ze zgłoszeniem narodzin: zła pogoda, później święta i tak przeciągnęło się zgłoszenie, a księgi już zamknięto. Został więc 1 stycznia. Innym problemem jaki zaobserwujemy są zmieniające się imiona lub nazwiska/przezwiska rodziców. Ja w mojej rodzinie na razie tylko w trzech przypadkach natrafiłam na zmienność nazwiska/przezwiska: Giemza-Wroński, Kamiński-Szponder oraz Mardak-Walaszek. Niestety ta przemienność nie zawsze jest zaznaczona w metryce spójnikiem vel, seu, sive lub vulgo. W 1 połowie XVIII wieku w metrykach, które przeglądałam nie stosowano  zapisu dwóch nazwisk przy jednej osobie (zapisywano pod jednym z nazwisk), a w późniejszych aktach zdarza się już taki zapis. W XIX wieku nawet całkiem regularnie. Z tego powodu czasami trzeba się cofnąć w swoich badaniach nawet o wiek, aby zaobserwować to zjawisko. Jest to dodatkowy powód, aby zbierać wszystkie akty, a nie tylko te dotyczące naszych antenatów - wcześniej zauważymy takie zmiany. Kolejnym zagadnieniem jest zapis wieku w aktach małżeństwa i zgonu. Z moich obserwacji wynika, że w aktach małżeństw najczęściej podawano prawidłowy wiek nowożeńców. Jednak zaobserwowałam, że informacja ta jest mniej precyzyjna w przypadku, gdy młoda para różni się od siebie wiekiem lub przy zawieraniu kolejnego związku małżeńskiego. Przykładowo mój przodek podczas trzeciego ślubu miał tyle samo lat, co podczas drugiego, który zawarł 10 lat wcześniej. Jeśli chodzi o akty zgonu tu przekłamania dotyczące wielu są znacznie bardziej spektakularne. O ile w XIX wieku podawano liczbę lat całkiem precyzyjnie to w XVIII wieku chyba co trzeci mój przodek dożył 80-90 lat. Jak zobaczyłam, że  mojej 6xprababce wpisano w akcie zgonu 130 lat to mówiąc kolokwialnie prawie szczęka mi opadła. Najgorsze, że nie ona jedyna podobno żyła ponad 100 lat. I jak tu później wierzyć aktom po takich "kwiatkach"? Niestety do aktów musimy podchodzić z dystansem. Pamiętajmy, że zgłaszający byli najczęściej niepiśmienni, a upływ czasu wiązali z innymi wydarzeniami (urodził się wtedy, co rzeka zalała pole, albo zmarł trzy ćwierci roku po ślubie u Nowaków itd.). Dodatkowo im dalej zgłaszający jest oddalony pokrewieństwem tym pomyłka może być znaczniejsza. Po prostu trzeba być czujnym.

(Nie)rzetelność informacji z "drugiej ręki"


Obecnie podejmując poszukiwania informacji pierwszym krokiem jaki czynimy jest otworzenie komputera i skorzystanie z "wujka google". Odnalezione przez wyszukiwarkę wyniki przeglądamy traktując je jak teksty źródłowe, a często przecież nie wiemy skąd podana informacja pochodzi. Idąc dalej traktujemy je jak rzetelne źródło - jednym słowem prawdziwe. I tu zaczynają się schody, bo wokół pozyskanej informacji budujemy całą otoczkę naszej tezy. Często po dłuższym okresie wytężonej pracy, która miała ugruntować naszą teorię dochodzimy do wniosku, że była ona błędna. Gorzej dla nas, gdy nigdy nie zostanie ona poddana weryfikacji. Dawniej głównym źródłem były książki. Niestety starsze publikacje o tematyce regionalistycznej mają znaczącą wadę. Nie podawano w nich skąd autor wziął podane informacje, czyli brak przypisów. Na szczęście poważniejszych opracowaniach książkowych przypisy występują, co pozwala zasięgnąć wiedzy u źródła. Przykładowo: W dwóch przypadkach próbowano osiedlić Niemców na gorszych glebach (Jata, Jeżowe), ale później 10 rodzin przeniesiono na inny teren, na lepsze gleby. To zapis z Rocznik Kolbuszowski 2, Z dziejów kolonii niemieckich w Puszczy Sandomierskiej (XVIII—XX w.) s. 45-63. Źródłem tych słów była publikacja Działalność kolonizacyjna Marii Teresy i Józefa II w Galicji 1772-1790: Osiedlonych w 2 wymienionych miejscowościach 10 rodzin niemiecki nie mogło się utrzymać ze względu na liczne karczowiska, przeniesiono je do innych dóbr kameralnych, tutaj zaś sprowadzić należy osadników krajowych (National Ansiedler). To zaś znowu informacja na podstawie innej publikacji: Quellenbuch zur deutschen Ansiedlung in Galizien unter Kaiser Joseph II. Beteiligte Personen und Organisationen. I wreszcie tutaj znajdziemy przedruk ukazu cesarza Józefa II, czyli źródło pierwotne. Kolejnym źródłem informacji, z którego korzystamy są strony i portale genealogiczne. Kolejna pułapka na tych, którzy chcą iść na łatwiznę. Nie zapominajmy, że strony i portale genealogiczne istnieją po to, aby wspierać nasze poszukiwania, a nie przeprowadzać je za nas. Informacje online należy sprawdzić równie skrupulatnie jak te zawarte w opracowaniach książkowych. Dopóki nie odnajdziemy źródła pierwotnego (metryki, dokumentu tekstowego) tych danych nie są one sprawdzonym i pewnym źródłem wiedzy. Warto o tym pamiętać.

Gromadzenie danych na jednym nośniku


Posiadając tylko jedną kopię zebranych danych zawsze narażamy się na możliwość ich utraty. Sama kilka razy straciłam jedyną kopię zdjęć. Na szczęście miałam notatki tekstowe i nie nie musiałam drugi raz przeszukiwać tych samych ksiąg. Uczuliło mnie to jednak na posiadanie co najmniej dwóch kopii danych. W tym punkcie podzieliłam sobie dane na istotne i mniej istotne. Do informacji istotnych należą zdjęcia metryk moich przodków, ich rodzeństwa i kolejnych dzieci, dane pozametrykalne dotyczące przodków oraz zebrane wersje elektroniczne zdjęć rodzinnych. Mam cztery lub więcej kopii tych danych: na dysku zewnętrznym, dwóch komputerach i dysku Google. Powinno być to wystarczające zabezpieczenie przed utrata tych informacji. Mniej dla mnie istotne dane dotyczą dalszych krewnych i powinowatych, fragmenty książek i opracowań dostępnych w bibliotece dotyczących okolicy itp. Tutaj dane mam w dwóch kopiach: na komputerze i dysku zewnętrznym.

Nie zapisywanie pomysłów, wniosków itp.


Często przeglądając metryki lub publikacje w naszej głowie zaczynają się formułować hipotezy do sprawdzenia na później. Wierzymy, że nie zapomnimy poczynionej obserwacji, nie robimy więc żadnych notatek. Kilka dni później próbujemy sobie przypomnieć co nam chodziło po głowie, a tu pustka... Jasne jest szansa, że przypomnimy sobie daną informację, ale jest też możliwość, że powstanie nam w głowie całkiem inna myśl. Może tamta hipoteza była błędna, a może i nie. Nie ma jak tego sprawdzić. Warto notować sobie na bieżąco obserwacje i wnioski jakie nam przyjdą po przeglądnięciu danych. Zanim zabierzemy się do przeglądania księgi zastanówmy się jakie fakty oprócz szukanych metryk warto będzie zbierać. Ja osobiście notuję także pojawienie się nazwiska, które nosili moi antenaci z innej parafii, nazwiska właścicieli wsi i oficjalistów, notatki sporządzone na kartach ksiąg (np. informacje o pożarze czy epidemii) i inne odbiegające od normy dane. Prowadzenie badań ułatwi nam też notowanie sygnatur, które sprawdziliśmy w archiwach i co w nich znaleźliśmy oraz tych, które czekają na sprawdzenie. Sama niestety wielokrotnie nie robiłam takich notatek i do dzisiaj zdarza mi się przeglądnąć sygnaturę sprzed kilku lat. Nie jest to istotne, gdy możemy bez ograniczeń zamawiać dokumenty, ale gdy takie ograniczenia są stosowane w archiwum jest to już istotny kłopot. Jednym słowem: notujcie!


Błędy, które popełniałam nie są wyjątkowe i można ich było uniknąć. W moim przypadku dawałam się na nie nabrać przez pośpiech i brak elastyczności. Chciałam jak najszybciej wykonać wywód przodków, poznać kolejne pokolenie. Wiedziałam, że na dogłębne badania ze względu na odległość i brak czasu nie będę mogła sobie pozwolić, a chciałam szybkich rezultatów. W genealogii taka droga prowadzi na manowce. Kolejną sprawą jest mierzenie życia i spraw codziennych przodków żyjących w XIX i XVIII wieku obecnymi standardami. Łatwo dojść do błędnych założeń.
Nie ma się co oszukiwać zawsze jakieś błędy będę popełniać. Jednym z sposobów sprawdzenia zebranych informacji jest prowadzenie tego bloga lub po prostu zadawanie pytań innym Genealogom. Wymiana zebranych informacji, spokojne poszukiwania i otwartość umysłu pomaga mi ustrzec się przed niektórymi błędami, nie wyeliminuje jednak ich wszystkich. W końcu błądzić jest rzeczą ludzką.

Ponownie o rodzinie S(z)ponder z Rzędzina

Ponownie o rodzinie S(z)ponder z Rzędzina

W połowie 2017 roku umieściłam na blogu artykuł dotyczący rodziny S(z)ponder. Jest to rodowe nazwisko mojej 4xprababki po kądzieli pochodzącej ze wsi Rzędzin, obecnie dzielnicy miasta Tarnowa. S(z)ponderów na terenie parafii Tarnów-Katedra było niewielu, dlatego podejrzewałam, że nie znajdę dalszych przodków niż moi 6xpradziadkowie. Na szczęście myliłam się i mogę przedstawić aktualny stan badań tej gałęzi mojej rodziny.

Krótkie przypomnienie i uzupełnienie danych


Moja 4xprababka Marianna Starostka z domu S(z)ponder (*1824 +1869) była córką Józefa Sponder (*1799 +1876) i Franciszki (*1796 +1870) z domu Babka. W 1844 roku poślubiła mojego 4xpradziadka Jakuba Starostkę (*1823 +1900). Para była rodzicami: mojej 3xprababki Reginy (*1846 oo Jakub Januś), Marianny (*+1849), Anny (*1851 oo Antoni Grzywna), Jana (*1854), Józefa (*1857 oo Marianna Nędza), Julii (*1859 +1873), Michała (*1861), Franciszka (*1864 +1876) oraz Pawła (*1868).

Potomkowie 4xpradziadków Jakuba i Reginy Starostka

4xprababka Marianna Starostka zmarła w 1869 roku. Przyczyną śmierci była "słabość serca". Co ciekawe w tym przypadku można połączyć przyczynę śmierci Marianny z chorobą serca jej potomków. W mojej linii kolejne osoby z tej rodziny miały problemy z sercem, nie pomijając żadnego pokolenia, aż do mojej siostry. Genealogia łączy się z medycyną, co jest świetnym przykładem jej praktycznego zastosowania.
Wracając do nazwiska S(z)ponder kolejno odnalazłam metryki dotyczące rodziców Marianny. 5xpradziadkowie pobrali się w Rzędzinie w 1822 roku. W domu nr 8 kolejno przychodziły na świat ich dzieci: moja 4xprababka Marianna (*1824 +1869 oo Jakub Starostka), Franciszek Serafin (*1825 oo 1. Agnieszka Starzyk, 2. Marianna Osika), Regina (*+1828), Katarzyna (*1831), Anna (*1835) oraz Tomasz (*1838).

Potomkowie 5xpradziadków Józefa i Franciszki S(z)ponder

5xpradziadek Józef S(z)ponder był synem Antoniego S(z)ponder i Franciszki z domu Dębskiej. To właśnie na 6xpradziadkach zakończyłam wpis dotyczący rodziny. Miałam problem z odnalezieniem ich aktu małżeństwa.

6xpradziadkowie i dalsze pokolenia rodziny S(z)ponder


4 stycznia 1789 roku w parafii Tarnów-Katedra wygłoszono trzecią zapowiedź przed ślubem moich 6xpradziadków: C. Antoni Szponder młd z Rzędzina Franciszka Dembszczonka panna z Pogwizdowa. We wrześniu 1790 roku w domu nr 8 w Rzędzinie rodzi się pierwszy potomek antenatów. Czyli związek małżeński musiał zostać zawarty w 1789 po stosownych zapowiedziach. Nie mogłam jednak znaleźć ich aktu ślubu. Nie ma wątpliwości, że związek został zawarty. Możliwe, że szukając przeoczyłam ten akt lub nie został on wpisany do ksiąg parafialnych lub przy spisywaniu kopii pominięto go przypadkowo. Innego wyjaśnienia tej sytuacji nie widzę. W każdym razie antenaci zostają rodzicami ośmiu synów i jednej córki: Michała (*1790 +1798), Agaty (*1793 +1798), Antoniego (*1796 +1798), mojego 5xpradziadka Józefa (*1799 +1876), Macieja (*1802 +1862), Jana (*1804 +1805), Walentego (*+1806), Ignacego (*1807 oo Agata Okrzesa) oraz Szymona (*1811 oo Anna Bednarz).

Potomkowie 6xpradziadków Antoniego i Franciszki S(z)ponder
Z całej gromadki pociech tylko Józef, Ignacy i Szymon założyli rodziny. We wszystkich aktach urodzenia nazwisko wpisywano w formie Sponder, zaś nazwisko matki Dembska lub Dębska. 6xpradziadek zmarł w 1835 roku w wieku 75 lat, urodził się więc ok. 1760 roku. Na terenie parafii Tarnów-Katedra urodził się tylko jeden chłopiec o tym imieniu i nazwisku. W Krzyżu (obecnie dzielnicy Tarnowa) w 1764 roku urodził się Antoni syn Mikołaja Szpader i Antoniny Szaronionki (Szaron, Saron). Rodzicami chrzestnymi chłopca byli Józef Szpader i Justyna Matray panna oboje z Krzyża. Nazwisko znowu zapisywano inaczej Szpader lub Szpąder. 7xpradziadkowie w Krzyżu byli rodzicami: Pawła (*1761), Reginy (*1762) oraz Antoniego (*1764). Więcej dzieci w księgach nie znalazłam, wydaje mi się, że Antonina zmarła w latach 60 XVIII wieku. Mikołaj zmarł w Rzędzinie w domu nr 8 w 1802 roku, a w 1801 roku pod tym samym adresem zmarła jego żona Regina. 7xpradziadek urodził się w 1741 roku w Rzędzinie: Mikołaj syn Mikołaja i Franciszki Spąnder. W Rzędzinie Mikołaj i Katarzyna Spąder byli rodzicami Elżbiety (*1733). Następnie odnalazłam akty urodzenia dotyczące potomków Mikołaja i Franciszki Sponder (Spąnder) z Rzędzina: Regina (*1740), Mikołaj (*1741) i Kunegunda (*1748). Gałąź przodków z tej linii prezentuje się w moim wywodzie następująco:

Wywód przodków noszących nazwisko S(z)ponder

8xpradziadek Mikołaj urodził się przed 1700 rokiem. W najstarszym zachowanym inwentarzu z Rzędzina z 1710 roku odnalazłam kmiecia Pawła Szpąnder. Najprawdopodobniej jest to ojciec Mikołaja, czyli możliwe, że Paweł jest moim 9xpradziadkiem.

Szponder seu Kamiński


Podczas ostatniej wizyty w AD zajmowałam się inną gałęzią mojej rodziny. Skupiłam się na najstarszych księgach metrykalnych z parafii Skrzyszów. Oprócz Skrzyszowa zawiera ona metryki z następujących wsi: Wola Rzędzińska, Wałki, Jodłówka, Granice (możliwe że obecna Granica część Łękawki), Pogórska Wola, Wielkie Pole (obecnie część Pogórskiej Woli) oraz Pogórze. W Woli Rzędzińskiej również występowało nazwisko Szponder. Nic dziwnego, w końcu Rzędzin i Wola Rzędzińska były dwuwioskowym folwarkiem. W starszych księgach Rzędzin nazywano Stary Rzędzin, w odróżnieniu od powstałej ponad 200 lat później Rzędzińskiej Woli. W każdym razie znalazłam w tych księgach zapis Szponder seu Kamiński, czyli Szponder lub/albo Kamiński. Oznacza to, że Szponderowie byli znani także pod nazwiskiem Kamiński. Tylko co było wcześniej? Czy wszystkie linie używały zamiennie tych nazwisk, czy tylko jedna konkretna? Informacja była dla mnie kompletnym zaskoczeniem, gdyż po prostu nie spotkałam się w 2 połowie XVIII wieku, ani w XIX wieku z takim zapisem. Dlatego, też nie zbierałam aktów odnośnie Kamińskich, a takowe na pewno się pojawiały. W notatkach mam tylko jeden dość obiecujący zapis, który spisałam ze względu na nazwisko Sekura, które dotyczy moich przodków z innej linii. W Krzyżu w 1767 roku związek małżeński zawarli wdowcy Mikołaj Kamiński i Regina Sekurzonka. Świadkami byli: Bartłomiej Działo i Jakub Szpąder oboje z Krzyża oraz Piotr Szpąder z Woli Rzędzińskiej. Akt idealnie wpasowywałby się w mojego 7xpradziadka! Jak wyżej napisałam jego druga żona miała na imię Regina. Pewne jest, że muszę zbadać także Kamińskich i sprawdzić jak ich akty korelują z metrykami Szponderów. Może wyjaśni się dlaczego znalazłam tak mało aktów dotyczących potomków 7 i 8xpradziadków. Na Kamińskich zwracałam uwagę przez przypadek. Moja praprababka w 1918 roku odkupiła od Kamińskich dom i ziemię w Rzędzinie. Stąd widząc nazwisko w metrykach zawsze myślałam o tym fakcie, czy to ta rodzina. Niestety nie zapisywałam sobie tych aktów, przez co jeszcze raz będę musiała przeglądnąć księgi, które już przewertowałam dwa razy :( Poczekam jeszcze jakiś czas z kolejnym przeglądaniem ksiąg urodzeń z lat 1700-1750. Już uzbierało mi się kilka nazwisk, na które wcześniej nie zwracałam uwagi jak Janora, Nakończy, Wroński. Teraz dorzucam nazwisko Kamiński i zobaczę co jeszcze się uzbiera w przyszłym roku. A, że uzbiera to wiem na pewno. Taki już urok genealogii :)


Źródła:
Księgi metrykalne parafii Tarnów-Katedra
Księgi metrykalne parafii Skrzyszów

Stefan nie był pierwszym Wencem w Tarnowie

Stefan nie był pierwszym Wencem w Tarnowie

Na początku mojej przygody z badaniem korzeni rodziny wydawało mi się, że pierwszym antenatem z rodziny Wenc (Wenz), który pojawił się w księgach metrykalnych parafii Tarnów-Katedra był mój prapradziadek Stefan Wenz. Stefan przybył na przedmieścia Tarnowa z wsi Sieradza w parafii Odporyszów około lat 80 XIX wieku. Jednak przed nim w metrykach pojawiały się także inne osoby noszące nazwisko Wenc (Wenz).

Jan Wenz i Marianna Magnowska


Pierwszym Wencem, którego udało mi się odnaleźć na kartach parafii Tarnów-Katedra był Jan Wenz. W 1798 roku w Grabówce (Przedmieście Małe) Jan poślubił Mariannę z domu Magnowską. W księdze zapowiedzi zanotowano, że oboje młodzi stanu wolnego pochodzą z Grabówki. Niestety nie jest to prawda, zapewne zamieszkali tam jakiś czas wcześniej, ale nie urodzili się na terenie parafii. Pierwsze dziecko pary odnotowano w księgach dopiero w 1805 roku, a w aktach narodzin dzieci zapisywano pod nazwiskiem Wenz, Wentz i Wenc: Jan (*1805 +1813), Karol (*1805), Franciszek Paweł (*1809), Anna Klara (*1811) i Jan Nepomucen (*1814). W 1814 roku zmarł Jan Wenc w wieku 65 lat. Podana liczba lat rozmija się z latami w akcie małżeństwa. W 1831 roku zmarła Marianna Wenz w wieku 50 lat.
Jeśli chodzi o dzieci Jana i Marianny Wenców udało mi się odnaleźć akt małżeństwa ich syna Franciszka. W 1855 roku w Śródmieściu odnotowano jego ślub z Marianną Gnutek z Bruśnika panną lat 41 1/2. Franciszek mieszkał na Zabłociu z zawodu był cieślą. W 1866 roku owdowiały Franciszek zawiera kolejny związek małżeński tym razem w Zabłociu z Marianną Hajek z domu Celnas pochodząca i zamieszkałą w Sławęcinie. Aktów dotyczących rodzeństwa Franciszka nie udało mi się na razie odnaleźć.

Michał Wenc i Zofia Będzkówna, Paweł Wenc i Agata Kasprzykówna oraz Małgorzata Wencówna


W 1817 roku w Zabłociu związek małżeński zawiera Michał Wenc z Sieradzy z mieszczanką Zofią Będzkówną córką Piotra i Katarzyny z domu Kapuścińskiej. Akt ten bez wątpienia dotyczy dziadka stryjecznego mojego prapradziadka Stefana. Michał był synem moich 5xpradziadków Wojciecha Wenc i Reginy z domu Cyza. Para nie chrzciła dzieci w parafii Tarnów-Katedra. Zapewne zamieszkali po ślubie w Sieradzy w parafii Odporyszów skąd pochodził Michał, nie szukałam jednak potomków tej pary.

W 1878 roku w Strusinie związek małżeński zawarł 23-letni kawaler Paweł Węc szewc syn Antoniego i Marii z domu Mikulec rolników, urodzony w Sieradzy w parafii Odporyszów, a zamieszkały w Strusinie. Panną młodą była 14-letnia Agata Kasprzyk córka Stanisława i Agnieszki z domu Wałęga kupców urodzona i zamieszkała w Strusinie. Co ciekawe w 1879 roku w Grabówce rodzi się Józef syn Pawła Węc o podanych wyżej dziadkach oraz Agaty nieślubnej córki Agaty z domu Wojna. W 1880 roku w Strusinie rodzi się ich córka Kazimiera Wenc (tym  razem dane dziadków jak w akcie małżeństwa), która w 1909 roku poślubiła Antoniego Bednarczyka. Więcej dzieci tej pary w Tarnowskich metrykach urodzeń nie znalazłam.

Z parafii Odporyszów pochodziła także Małgorzata Wenc, która w Tarnowie urodziła nieślubne dzieci. Bliźnięta przyszły na świat w Strusinie w 1853 roku: Franciszek i Marianna Wenc. Franciszek zmarł 2 miesiące po narodzinach, nie odnotowano zgonu Marianny, nie znalazłam także kolejnych aktów, które dotyczyłyby dziewczynki.

Inni Wencowie z ksiąg parafii Tarnów-Katedra


W księgach metrykalnych odnalazłam także kilka aktów, które nie mogę powiązać z powyższymi osobami. W 1822 roku w Strusinie małżeństwo zawarli 33-letni kawaler Marcin Karlatka i 34-letnia panna Zofia Wenz.
Kolejno również w Strusinie w 1845 roku rodzi się Paulina Wenz nieślubna córka Józefy, która była dzieckiem Józefa Wenz cieśli i Salomei Chłost.
W 1910 roku w Zamieściu rodzi się Wiktor Wenz nieślubny syn Eugenii Wenz.
Ostatni znaleziony przeze mnie akt dotyczy ślubu zawartego w 1912 roku w Zabłociu pomiędzy Władysławem Leopoldem Biegą oraz Pelagią Elżbietą Wenz, która była córką Leona Wenz i Marianny z domu Buczkowskiej, a urodziła się we Lwowie w 1887 roku. Są jeszcze pojedyncze wpisy dotyczące nazwiska Went, Weltz, Wenzel, Wentzel oraz innej rodziny o nazwisku Werz.

Stefan Wenc i Anna Kozioł


Mój prapradziadek Stefan Wenc (Wenz) przybył do Tarnowa około lat 80 XIX wieku. W 1891 roku w Strusinie poślubił pannę z Nowej Jastrząbki Annę z domu Kozioł. Para mieszkała w domu przy dzisiejszej ul. Kościuszki, gdzie przyszły na świat wszystkie ich dzieci: Stefania, Adolf Stefan, Andrzej, Józef, Karol Kazimierz, Stefan, Jan, Ludwika Anna i Maria Józefa. W aktach urodzenia dzieci wpisywano nazwisko w formie Wenz i Wenc, co nigdy nie zostało sprostowane. Rodzina w 1918 roku przeprowadziła się do domu w Rzędzinie. Do dziś w Tarnowie mieszkają potomkowie pradziadka Adolfa Wenz (z Karoliną z domu Kajpust) oraz jego braci: Andrzeja Wenc (z Katarzyną (Karoliną) z domu Mróz) i Józefa Wenc (z Marią z domu Żołdak oraz z Marią z domu Skoczeń).

Potomkowie prapradziadka Stefana Wenz (Wenc)

Czy wymienione wyżej osoby były spokrewnione z prapradziadkiem Stefanem? Na pewno jest on spokrewniony z Wencami z parafii Odporyszów. Co do innych osób, których akty odnalazłam w księgach metrykalnych parafii Tarnów-Katedra brak informacji skąd przybyły do Tarnowa (poza Pelagią Wenz urodzoną we Lwowie). Ustalenie wcześniejszego miejsca zamieszkania będzie kluczowe do odpowiedzenia na pytanie, co do ich pokrewieństwa z moją linią rodziny. Mam nadzieję, że uda mi się odnaleźć kolejne informacje, szczególnie te dotyczące pierwszej pary z ksiąg metrykalnych: Jana Wenz i Marianny z domu Magnowskiej. Włączenie ich do mojego drzewa genealogicznego byłoby ciekawym dodatkiem ilustrującym pierwsze powiązania rodziny z parafią Tarnów-Katedra.

Szlak bojowy pradziadka w latach 1918-1921

Szlak bojowy pradziadka w latach 1918-1921

Zbierając informacje o moich pradziadkach: Wojciechu Golec (*1900 +1957), Pawle Starzec (*1907 +1980), Adolfie Wenz (*1893 +1976) oraz Józefie Żmuda (*1900 +1967) chciałam poznać ich szlak bojowy z czasów Wielkiej Wojny i bitew toczonych w latach 1919-1921. Wojciech Golec, Adolf Wenz i Józef Żmuda bez wątpienia byli żołnierzami podczas IWŚ, z tym że tylko Adolf Wenz od 1914 roku. Niestety jak na razie odkryłam wojenne losy tylko jednego pradziadka - Józefa Żmudy.

Wielka Wojna 1914-1918


Józef Żmuda urodził się w 1900 roku w domu numer 22 we wsi Wałki (obecnie Jodłówka-Wałki). Był synem rolnika Andrzeja Żmudy i akuszerki Anny z domu Marszałek. Poród odbierała jego babka Regina Marszałek z domu Kiełbasa, która przez wiele lat była akuszerką. Został ochrzczony cztery dni później w kościele parafialnym w Skrzyszowie przez księdza Adama Ganiewskiego, a jego rodzicami chrzestnymi byli: Adam Marszałek i Agata Małek żona Adama. W chwili wybuchu I Wojny Światowej Józef miał ukończone 14 lat, był więc za młody i nie został powołany do jednego z pułków żołnierzy austriackich. Bezpośrednio rodzina Żmudów zetknęła się z działaniami wojennymi już w 1915 roku, gdyż na terenie wsi odbyła się jedna z potyczek pomiędzy wojskami niemiecko-austriackimi i rosyjskimi: na terenie wsi Jodłówka ad Wałki w ciągu jednej doby stał front rosyjsko-austriacki i rozpętała się bitwa na polach, gdzie obecnie stoi kościół parafialny oraz na zachód w kierunku Fiołkówki i po stronie południowej obecnego grzebalnego cmentarza parafialnego na małym wzgórzu koło domu i zabudowań gospodarczych Jana i Rozalii Wardzałów. ... do Wardzałów przyszedł żołnierz oficer i powiedział, że będzie bitwa. Doradził zrobić schron mając na uwadze liczną rodzinę. Nawet wysłał kilku żołnierzy, żeby pomogli wykopać dół - schron na czas bitwy. Schron wykopano w ziemi wielkości dużego pokoju za domem po stronie północnej. Sufitem - powałą schronu były boiskowe drzwi od stodoły. W tym schronie ukryła się rodzina Wardzałów oraz sąsiadka Zauchowa z dziećmi mieszkająca w drewnianym domu na południe od Wardzały. Inni mieszkańcy Wałek też porobili sobie schrony i chowali się gdzie się dało. Wojsko austriackie, w którym było dużo Polaków, nacierające z zachodu na Rosjan dla oświetlenia wsi podpalili dwa domy: jeden blisko obecnego przystanku autobusowego, a drugi na Fiołkówce blisko obecnego domu Kazimierza Biska. W czasie bitwy użyto artylerii, karabinów i bagnetów. Po bitwie i przesunięciu się frontu w kierunku Tarnowa, furmankami zwieziono zabitych żołnierzy do kilku wspólnych mogił. Janowi Wardzale przypadło w udziale wozić furmanką poległych żołnierzy na wojskowy cmentarz. Michał Stach twierdzi, że zginęło 29 Austriaków, 12 Moskali i 1 Niemiec. Anna Bisek słyszała od swojego ojca, że zostało zabitych 40-stu żołnierzy. Wśród mieszkańców ofiarami działań wojennych byli: Stanisław Kaliś (9 lat), Władysław Szawica (16 lat), Adam Lis (*1867 +1917), Marcin Wroński, Wojciech Kloch oraz Stanisław Cyza.
Pradziadek już 1 lutego 1918 roku mając 17 lat został żołnierzem w stopniu szeregowego pułku piechoty austriackiej. 6 lutego został wysłany na front włoski. Do niewoli dostał się 1 listopada 1918 roku, czyli w bitwie pod Vittorio Veneto. Jeńcami zostało wtedy ponad 300 tysięcy żołnierzy armii Austro-Węgier. Czytałam, że do klęski Austriaków przyczynił się pułk pradziadka. Podczas ofensywy włoskiej 57 Pułk Piechoty z Tarnowa odmówił wykonania rozkazów i niemal przepuścił przez swoje pozycje nacierających Włochów. W następnych dniach pułk wyruszył w drogę do odradzającej się Polski. 

Jeńcy z armii Austro-Węgier po bitwie pod Vittorio Veneto.
Źródło: http://www.wikiwand.com/pl/Bitwa_pod_Vittorio_Veneto




Wojna polsko-rosyjska 1919-1921


Jak napisał pradziadek do Armii Polskiej wstąpił 20 grudnia 1918 roku w obozie jenieckim w La Mandrii (La Mandria di Chivasso k. Turynu). Został starszym szeregowym w 3 Pułku Piechoty im. Adama Mickiewicza, a dokładnie w 4 kompanii pod dowództwem por. Krzemińskiego. Dowódcą pułku był kpt. Karol Golachowski. W lutym 1919 roku w imieniu miasta Turyn wręczono pułkowi im. Adama Mickiewicza sztandar. 13 lutego 1919 roku miasta Bergamo, Mediolan i Navarra ufundowały sztandary dla 1 i 2 pułku.

Uroczyste wręczenie sztandaru 3-ciemu PP im. Adama Mickiewicza w La Mandrii.
Źródło: http://www.fsfi.it/manifestazioni/2008/2008-06.htm
8 lutego 1919 roku pradziadek został wysłany do Francji, gdzie dołączyli do szeregów Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera. Wreszcie 13 maja 1919 został wysłany do Polski - do Zambrowa. Mój pradziadek tak opisał swój szlak bojowy: 22 czerwca zostaliśmy wysłani na front wschodni gdzie brałem udział pod Lwowem, Kozową, Brzeżany, Tarnopol, Zbaraż, Białozórka. Tam nasz Pułk został zmieniony z 11 pułku (dop. 11 Pułk Strzelców Polskich w składzie 6 Dywizji Strzelców Armii Gen. Hallera) na 53 Pułk Strzelców Kresowych. Później poszliśmy na Ukrainę gdzie brałem udział w bitwach z Bolszewikami: Konstantynów, Sieniawą, Latyczów, Zmierzynka, Wapniarka, Zabokrycz pod dowództwem II komp. por. Pawluszkiem. Byłem cały czas we wszystkich walkach. Zostałem zwolniony w r. 1921 dnia 28 października przez dowództwo 53 p. p. strz. kres.

Szlak wojenny 53 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych

Podsumowując pradziadek Józef Żmuda w armii Austro-Węgierskiej spędził tylko 9 miesięcy. Kolejno był jeńcem wojennym. 11 listopada 1918 roku zastał pradziadka w obozie jenieckim w La Mandria di Chivasso. Następnie 2 lata i 4 miesiące walczył w wojnie polsko-rosyjskiej. Przez ten czas nie odniósł ran, które wykluczyłyby go z kolejnych walk. Do swojego domu rodzinnego wrócił w listopadzie 1921 roku po 3, 5 roku służby żołnierskiej. Miał wtedy 21 lat i całe życie przed sobą. W 1922 roku zawarł związek małżeński z moją prababką Anną z domu Tryba. Rozpoczął pracę w PKP, skąd końcem 1939 roku został skierowany na roboty do Warsztatów Kolejowych w Tarnowie, gdzie pracował do końca okupacji. W 1945 roku powrócił na stare stanowisko, następnie podnosił swoje kwalifikacje w zawodzie dróżnika, który wykonywał do emerytury w 1960 roku. Zmarł w 1967 roku w domu rodzinnym numer 22 w Wałkach, gdzie przyszedł na świat 67 lat wcześniej. 

Źródła:
Wolak T., Parafia Jodłówka-Wałki
Karta ewidencyjna PKP
Podanie do Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości

Odkrywam kolejne powiązane z moją rodziną nagrobki na Starym Cmentarzu

Odkrywam kolejne powiązane z moją rodziną nagrobki na Starym Cmentarzu

Dwa lata temu opublikowałam post o najstarszych zachowanych nagrobkach moich przodków. Wszystkie znajdują się na Starym Cmentarzu w Tarnowie, który został założony w drugiej połowie XVIII wieku. Spoczywa tam wielu Tarnowian i większość z wywodzących się z parafii Tarnów-Katedra osób na pewno znajdzie na nim choć jedną mogiłę swoich antenatów. Przyjrzałam się uważniej nazwiskom z mojego wywodu przodków i udało mi się odnaleźć jeszcze kilka nagrobków, w których spoczywają osoby posiadające przynajmniej jednego wspólnego ze mną przodka. Moi antenaci związani z tarnowską farą nosili m. in. nazwiska: Bobka, Galus (Gallus), Januś, Łabno, Szponder, Starostka, Walaszek, Wenc (Wenz), Zaucha.

Nagrobki rodziny Januś


Na Starym Cmentarzu jest wiele grobów, w których pochowane są osoby noszące nazwisko Januś. Można wśród nich wyróżnić dwa: najstarszy z odnotowanymi zmarłymi pochowanymi w grobowcu w 2 połowie XIX wieku i drugi z 1 połowy XX wieku.

Mogiła rodziny Januś

Najstarszy wyraźnie zaznaczony pochówek dotyczy Stanisława Janusia, który zmarł 21 grudnia 1899 roku. Wiedziałam, że w tym czasie rodzina Januś mieszkała w Rzędzinie i Strusinie, sprawdziłam więc te dzielnice pod kątem aktu zgonu Stanisława. W Rzędzinie 20 grudnia 1899 roku (pochowany 22 grudnia 1899) zmarł Stanisław Januś kawaler syn Jana Januś rolnika i Katarzyny Walaszek urodzony w Rzędzinie 15 stycznia 1880 roku, zmarły na gruźlicę w wieku 20 lat. Akt spisany bardzo szczegółowo, zresztą jak większość aktów z tego okresu. Kolejno odczytujemy, że zmarli: Jan ojciec w 1903 roku i Katarzyna matka w 1929 roku. Raczej nie ma wątpliwości, że chodzi tu o rodziców zmarłego wcześniej Stanisława. Podążając dalej za genealogią najstarszych odczytanych z pomnika zgonów dowiadujemy się, że Jan Januś był synem Franciszka i Agnieszki z domu Kiełbasa. Tu dalej szukać nie musiałam, gdyż owy Franciszek to starszy brat mojego praprapradziadka Jakuba Stanisława Januś, czyli syn Tomasza Januś i Katarzyny Salomei z domu Rysiewicz.
Kolejny nagrobek Janusiów wyglądał tak (został poddany renowacji):

Grobowiec rodzin Januś i Wrona

Tutaj nagrobek jest znacznie młodszy i metryki zgonu pochowanych spoczywają jeszcze w USC w Tarnowie, dlatego sprawdzanie rozpoczęłam od najstarszej daty urodzenia dotyczącej Jakuba Januś zmarłego 11 listopada 1944 roku. Jakub Januś był mężem Marii z domu Wrona. W Rzędzinie 8 kwietnia 1874 roku urodził się Jakub syn Marcina Januś i Anny z domu Januś. Marcin Januś był synem Franciszka i Agnieszki z domu Kiełbasa. Oba grobowce dotyczą więc potomków brata mojego praprapradziadka, czyli naszym wspólnym przodkiem z rodziny Januś jest mój 4xpradziadek Tomasz Januś syn Franciszka Januś i Katarzyny z domu Zaucha, wnuk Jana Janusia i Jadwigi.

 Grobowiec rodzin Wenc i Mróz


Kolejna mogiła dotyczy Andrzeja Wenc, który był bratem mojego pradziadka Adolfa Wenz. Wspólnego przodka daleko szukać nie muszę - był nim mój prapradziadek Stefan Wenz (Wenc). W mogile spoczywa także żona Andrzeja Katarzyna z domu Mróz oraz inne osoby z rodziny Mrozów.

Grobowiec rodzin Mróz i Wenc

Nagrobek Władysława, Józefa, Romana i Olgi Łabnów


Rozgałęziona rodzina Łabnów posiada kilka dużych grobowców na Starym Cmentarzu. Widziałam już kilka genealogii tego rodu i z żadną nie udało mi się odnaleźć wspólnego przodka. Aby nie pomijać tego nazwiska postanowiłam w ramach ćwiczeń przeprowadzić szybką analizę jednego z bardziej zniszczonych nagrobków.

Mogiła rodziny Łabnów

W grobowcu spoczęły w 1920 roku trzy osoby: Władysław Łabno, syn Józef i córka Olusia. W 1946 roku dołączył do nich Roman Łabno. Posiłkując się skorowidzami szybko odkryłam, że gałąź ta pochodzi ze Strusiny (jeśli nie wiem w jakiej dzielnicy mam szukać zawsze rozpoczynam od Strusiny). Najpierw odnalazłam Romana Jana (*1909 +1946), dalej Józefa (*1907 +1920) i Olgę (*1917 +1920) oraz ich ojca Władysława Łabno (*1878 +1920). Władysław był synem Jana i Tekli z domu Orłowskiej, wnukiem Jakuba i Marianny z domu Szatko, prawnukiem Marcina i Reginy z domu Nakończy. Marcin Łabno i Regina z domu Nakończy pobrali się w Strusinie w 1807 roku, brak więc informacji o rodzicach nowożeńców, jest tylko podany wiek: on 24 lata ona 18. Marcin zmarł w Strusinie w 1835 roku w wieku 53 lat. Akt małżeństwa i akt zgonu wskazują na datę urodzenia 1782/1783 rok. W Strusinie nie urodził się w tym czasie żaden Marcin Łabno, sprawdziłam inne większe dzielnice: Grabówkę, Gumniska i Rzędzin. Końcem 1782 roku w Rzędzinie urodził się Marcin Łabno syn Stefana i Urszuli, czyli moich 6xpradziadków. Aby potwierdzić to pokrewieństwo trzeba wykluczyć chrzest Marcina Łabno w pozostałych do sprawdzenia częściach parafii Tarnów-Katedra. Niemniej jest duża szansa, że zupełnie przypadkowo natrafiłam na inną spokrewnioną ze mną gałąź rodziny Łabno.

Grobowiec rodziny Szpondrów


Na cmentarzu zachował się tylko jeden grobowiec rodziny Szponder (Sponder). Niestety brak na nim tablic, które informowałyby o personaliach spoczywających w mogile. Wszyscy należący do tego rodu z parafii Tarnów-Katedra są ze sobą spokrewnieni, na pewno mogłabym znaleźć jakieś połączenie z moją gałęzią antenatów. Niestety z powodu braku identyfikacji pochowanych nie ma takiej możliwości.

Grobowiec rodziny Szpondrów

Grobowiec rodziny Zauchów i Wesołowskich


Na zachowanych tablicach nagrobnych pojawia się tylko jeden członek rodziny Zaucha. Zmarły w 1933 roku Wojciech Zaucha był synem Wiktorii z domu Zaucha. Rodzicami Wiktorii byli Marcin Zaucha i Marianna z domu Curyło, dziadkami Wojciech Zaucha i  Marianna z domu Łabno, a pradziadkami Jan Zaucha i Małgorzata z domu Januś. Na tym poziomie zatrzymałam moje poszukiwania, gdyż z mojego doświadczenia wynika, że z imieniem Jan trzeba być bardzo ostrożnym i badania muszą być bardziej szczegółowe. Przedstawiona gałąź rodziny Zaucha pochodziła tak jak i moja z Rzędzina.

Grobowiec rodzin Zaucha i Wesołowski

Prześledzone przeze mnie linie prowadzą do XVIII i XIX-wiecznego Rzędzina dzisiaj jednej z dzielnic miasta Tarnowa, a wcześniej podmiejskiej wsi należącej do parafii Tarnów-Katedra. Mieszkańcy Rzędzina jak i pewnie ma to miejsce we wszystkich wsiach są ze sobą spokrewnieni na wiele sposobów, co po głębszej analizie na pewno ujawniłoby moje powiązania z innymi gałęziami przedstawionych powyżej rodzin.
Z tych powodów widząc znajome nam nazwisko na opuszczonym grobie warto zapalić znicz i pomodlić się o spokój dusz pochowanych w mogile osób, a już szczególnie 1 i 2 listopada.


Źródła:
księgi metrykalne parafii Tarnów-Katedra
USC Tarnów w szukajwarchiwach.pl
Zdjęcia: http://tarnow.artlookgallery.com/grobonet/start.php?id=form

Jeszcze raz o przodkach z parafii Luszowice

Jeszcze raz o przodkach z parafii Luszowice

Podczas kolejnej wizyty w AD udało mi się odszukać następnych przodków z Luszowic. O pochodzącej z parafii Luszowice mojej 3xprababce Ludwice Kozioł z domu Warzecha i jej przodkach pisałam już wcześniej. Teraz jednak udało mi się odkryć nowych przodków z tej linii i temat wymaga uaktualnienia.

Krótka historia Luszowic do XIX wieku


W 1386 roku w Bieczu Władysław Jagiełło nadał m.in. Luszowice Janowi z Tarnowa za wierną służbę królowej Jadwidze. Odtąd kolejni dziedzice rodu Tarnowskich są właścicielami wsi. W 1536 roku wieś podzielona jest na dwie części pomiędzy Janem Tarnowskim i jego siostrą Dorotą Tarło z Tarnowskich. Część Doroty dzierżawiona jest przez Beatę Tęczyńską. Potomkowie Doroty i Jana Tarło byli pierwszymi dziedzicami, którzy osiedli we wsi. W Starej Wsi wybudowali zamek obronny, a w Luszowicach Górnych dworek na Dębowcu. Tarłowie planowali już w pierwszej połowie XVII wieku wybudować kościół parafialny w Luszowicach, jednak przeszkodziły temu wojny ze Szwecją  i Turcją. W latach 40 lub 50 XVII wieku wybudowano murowaną kaplicę, która do dziś stanowi część prezbiterium kościoła w Luszowicach. Kaplica przeznaczona była na mauzoleum rodziny Tarłów. Pochowano tam m.in. znanego z pojedynku pod Marymontem Adama Tarło. Do kaplicy dobudowano drewniany kościół i w 1686 roku erygowano farę pod wezwaniem św. Józefa Oblubieńca NMP. Zygmunt Tarło wyposażył kościół oraz ufundował 3 dzwony, z których do dzisiaj jeden jest umieszczony w nowej dzwonnicy.

Stary kościół w Luszowicach
Żródło: http://www.tarnowskiekoscioly.net

XVII-wieczna chrzcielnica w kościele w Luszowicach.
Źródło: Nowak M. Spacerkiem po Luszowicach

W 1684 roku Tarłowie zastawili Luszowice i Smyków, a w 1702 roku Józef Tarło wydzierżawia Świerże Chroszowskiemu. Kolejno córka Józefa Tarły Teresa wniosła Luszowice jako posag w ród Prebendowskich. Prebendowscy zadłużyli się na konto klucza Dóbr Luszowickich w klasztorze na Bielanach. W czasie rabacji galicyjskiej Świerże należało do Ludwika Baranowskiego, a Dębowiec był dzierżawiony przez Ludwika Hubickiego. Kolejną właścicielką już po uwłaszczeniu była hrabina Konstancja Romer, która posiadała 1/3 gruntów wsi. 2/3 ziemi należało do włościan. Większość gruntów dworskich dzierżawili chłopi. W latach 80 XIX wieku parafia Luszowice liczyła 2900 katolików. Księgi metrykalne były kompletne od czasów powstania parafii w 1686 roku. Część tych akt (szczególnie metryki urodzenia) z 1 połowy XVIII wieku przepadła podczas IIWŚ. 

Przodkowie z parafii Luszowice


Moi antenaci pochodzący z parafii Luszowice mieszkali w Luszowicach, Smykowie, Świerżu i Lipinach. Prapraprababka Ludwika Kozioł z domu Warzecha urodziła się w Luszowicach. Była córką Jana Warzechy i Marianny z domu Ptak, którzy w 1806 roku zawarli w Smykowie związek małżeński. Dzieci Jana i Marianny rodziły się w Smykowie Luszowickim (Wielkim) i w Luszowicach: Walenty (*1808), Jakub (*1809) Regina (*1812), Marianna (*1818), Andrzej (*1820), Stanisław (*1825), Zofia (*1828), moja antenatka Ludwika (*1830) i Józef (*1833). Rodzicami Jana byli Józef Warzecha i Marianna z domu Żurawska. 5xpradziadkowie pobrali się w Luszowicach w 1779 roku. Józef z zawodu szewc pochodził ze Smykowa, tam też para zamieszkała po ślubie. Dzieci Józefa i Marianny to m. in.: Marianna (*1781), Jan (*1784), Józef (*1788), Wawrzyniec (*1891) i Antoni (*1802). Od strony Marianny z domu Ptak moimi 5xpradziadkami są Stanisław Ptak i Marianna z domu Król. Stanisław i Marianna pobrali się w Lipinach w 1786 roku. Dzieci tej pary rodziły się w Lipinach, Świerżu i Luszowicach: Andrzej (*1788) Marianna (*1790), Jan (*1793), Wojciech (*1800), Agata (*1804), Regina (*1809).

Wywód przodków 3xprababki Ludwiki z domu Warzecha

Udało mi się odnaleźć także wszystkich 6xpradziadków, czyli 4 pary małżeńskie: Wawrzyniec i Regina Warzechowie, Wojciech i Agnieszka Żurawscy, Jan i Katarzyna Ptakowie oraz Sebastian i Regina Królowie.
Wawrzyniec Warzecha i Regina z domu Kmieć pobrali się w Smykowie w 1744 roku. Para była rodzicami: Kazimierza (*1745), mojego 5xpradziadka Józefa (*1746), Kazimierza (*1748), Jakuba (*1751), Marianny (*1758), Augustyna (*1760) i Katarzyny (*1761). Rodzicami 5xprababki Marianny z domu Żurawskiej według aktu małżeństwa byli Wojciech Żurawski i Agnieszka. Niestety nie odnalazłam aktu ślubu 6xpradziadków oraz metryki chrztu Marianny. W księgach parafii odnalazłam tylko jedno dziecko Wojciecha Żurawskiego i Agnieszki z Luszowic: Katarzynę (*1748). Jest to trochę dziwne, ale może po prostu Żurawscy przyszli z terenów innej parafii. Przyznam, że długo uważałam, że rodzicami Marianny Żurawskiej są Tomasz Żurawski i Regina Kijak. Mieli oni córkę o imieniu Marianna, która urodziła się w Luszowicach w 1751 roku. Moja Marianna zmarła w 1812 roku w wieku 62 lat, czyli powinna urodzić się ok. 1750 roku. Jednak w akcie małżeństwa podano jej rodziców, więc trudno z tym polemizować. Kolejnymi 6xpradziadkami są Jan Ptak i Katarzyna z domu Miękina. Para pobrała się w 1744 roku. 6xpradziadkowie byli rodzicami: Agnieszki (*1746), Pawła (*1751), Marcina (*1752), Zofii (*1754), Józefa (*1756), Marianny (*1758). Ostatnimi  i zarazem najmłodszymi 6xpradziadkami są Sebastian Król i Regina Motyka. Pobrali się w 1769 roku, a ich pierwszym potomkiem była moja 5xprababka Marianna. 6xpradziadek Sebastian był synem Wojciecha Król i Anny. Nie udało mi się znaleźć aktu ślubu 7xpradziadków, ale odnalazłam następujących potomków pary: Sebastian (*1747), Marianna (*1750), Kazimierz (*1752), Agnieszka (*1755), Jakub (*1757), Józef (*1760). Jeśli chodzi o 6xprababkę Reginę z domu Motyka to znalazłam dwie Reginy. Pierwsza urodzona w Luszowicach w 1743 roku córka Jana Motyki i Anny oraz druga urodzona w Świerżu w 1744 roku córka Sebastiana Motyki i Reginy. Jej mąż urodził się w 1747 roku w Świerżu, więc na logikę pasowałaby bardziej panna ze Świerża, tym bardziej, że ślub odbył się w 1769 roku we Świerżu i nie zapisano w akcie, że młodzi pochodzili z innych wiosek.
Dalszą analizę utrudnia brak metryk chrztów z lat 1692-1740, czyli nie ma prawie 50 lat. Są metryki małżeństw i zgonów. Małżeństw w parafii w 1 połowie XVIII wieku było bardzo niewiele - raptem kilka rocznie. Może jakby zestawić najstarsze zachowane księgi małżeństw z lat 1689-1750 i zgony z lat 1729-50 można by było przedstawić jakąś analizę dotyczącą rodzin z parafii Luszowice i częściowo uzupełnić lukę. Tym bardziej że są spisy ludności (osobiście żadnego nie oglądałam) z połowy XVIII wieku. Może kiedyś pokuszę się na taki projekt jeśli znajdę parę osób równie zainteresowanych tematem. Czas pokaże.


Źródło:
Księgi metrykalne parafii Luszowice

Copyright © 2014 Genealogia , Blogger